Sukces w kinie to nie wszystko. Historia Hollywood pełna jest filmów, które w dniu premiery zostały zignorowane przez widzów, skrytykowane przez recenzentów albo po prostu wpadły w nieodpowiedni moment — a mimo to przetrwały próbę czasu i dziś są uznawane za arcydzieła. Oto cztery filmy, które zaczęły od klapy, a skończyły jako kultowe klasyki.
Łowca androidów (1982) — film który wyprzedził epokę o dekadę
Czerwiec 1982 roku był jednym z najbardziej nabitych miesięcy w historii Hollywood. W kinach jednocześnie grały E.T., Star Trek II, Conan Barbarzyńca i Poltergeist. W tym towarzystwie Łowca androidów Ridleya Scotta z Harrisonem Fordem po prostu zginął.
Film kosztował 28 milionów dolarów i zarobił w otwierający weekend zaledwie 6 milionów. W całym sezonie letnim zebrał 26 milionów — daleko poniżej progu rentowności. Krytycy byli podzieleni: jedni chwalili wizualną odwagę, inni narzekali na powolne tempo i ciemny nastrój. Jeden z anonimowych dyrektorów wytwórni Warner Bros. miał powiedzieć wprost: „Mężczyźni nie chcą oglądać Harrisona Forda z poobijaną twarzą. A kobiety — z zakrwawionym.”
Co się stało potem? Łowca androidów trafił na rynek kaset VHS, a w latach 90. — na laserdisc i do kin w wersji reżyserskiej. Stopniowo budował armię wiernych fanów. Dziś Esquire nazywa go największym arcydziełem SF w historii, Rolling Stone umieszcza na 7. miejscu najlepszych filmów lat 80., a portal No Film School okrzyknął go „numerem jeden wśród filmów SF które były klapą, a zmieniły gatunek na zawsze”. W 1993 roku trafił do National Film Registry Biblioteki Kongresu USA jako dzieło o „szczególnym znaczeniu kulturowym”.
Skazani na Shawshank (1994) — najlepiej oceniany film w historii IMDb, który w kinach ledwo zarobił
Wrzesień 1994 roku był nieludzko trudnym momentem na premierę poważnego dramatu więziennego. W kinach grały właśnie Pulp Fiction Tarantino i Forrest Gump Zemeckisa — dwa filmy, które pochłaniały całą uwagę publiczności i krytyki. Skazani na Shawshank Franka Darabonta, z Timem Robbinsem i Morganem Freemanem, nie miał żadnych szans.
Film zarobił w kinach zaledwie 16 milionów dolarów przy budżecie 25 milionów. Czysta strata. Mimo to zdobył siedem nominacji do Oscara — bez żadnej statuetki. Wyglądało na to, że to koniec historii.
A potem stało się coś niezwykłego. Film trafił na kasety VHS i w 1995 roku stał się najczęściej wypożyczanym tytułem w całych Stanach Zjednoczonych. Telewizja TBS emitowała go wielokrotnie, za każdym razem bijąc rekordy oglądalności. Poczta pantoflowa robiła swoje. Od 2008 roku Skazani na Shawshank niezmiennie zajmują pierwsze miejsce w rankingu IMDb z oceną 9,3/10 — wyżej niż Ojciec chrzestny, wyżej niż Schindler’s List, wyżej niż cokolwiek innego.
Fight Club (1999) — film który studio nie wiedziało jak sprzedać
Październik 1999 roku. David Fincher kończy pracę nad Fight Club — adaptacją powieści Chucka Palahniuka z Bradem Pittem, Edwardem Nortonem i Heleną Bonham Carter. Film jest mroczny, niejednoznaczny moralnie, pełen czarnego humoru i ostrej krytyki konsumpcjonizmu. Studio 20th Century Fox nie wiedziało co z tym zrobić.
Marketing skupił się na scenach walki — co przyciągnęło widzów spodziewających się prostego filmu akcji, a odstraszył tych, którzy mogliby docenić coś ambitniejszego. Efekt? Zaledwie 37 milionów dolarów w Stanach przy budżecie 63 milionów. Roger Ebert dał filmowi dwie gwiazdki i napisał, że to „celebracja przemocy”. Jeden z dyrektorów Fox miał powiedzieć Fincherowi wprost: „Mężczyźni nie chcą oglądać Brada Pitta z rozbitą twarzą. A kobiety — zakrwawionego.”
Podobnie jak Łowca androidów, Fight Club odżył na kasetach VHS i DVD. Był zbyt gęsty, żeby go pojąć w kinie za jednym razem — idealny do oglądania wielokrotnie w domu. Edward Norton twierdzi, że studio dosłownie „nie chciało z nim tonąć” i celowo ograniczyło promocję. Dziś Fight Club jest jednym z najczęściej cytowanych filmów lat 90., symbolem całego pokolenia i stałym gościem list „najlepszych filmów wszech czasów”.
Donnie Darko (2001) — data premiery która zniszczyła film
Donnie Darko Richarda Kelly’ego miał premierę 26 października 2001 roku — zaledwie sześć tygodni po atakach na World Trade Center. Film opowiada o nastolatku nawiedzonym przez wizje końca świata, samoloty spadające na domy i katastrofy lotnicze. W tamtym klimacie emocjonalnym Ameryki był to absolutnie najgorszy możliwy moment na taką historię.
Film zarobił w kinach jedynie 517 tysięcy dolarów — przy budżecie 4,5 miliona. Dystrybutor szybko wycofał go z większości sal. Wyglądało na całkowitą porażkę.
A potem przyszło DVD. Donnie Darko stał się jednym z pierwszych filmów, które zbudowały swój kult niemal wyłącznie dzięki dyskusjom w internecie — na forach, w grupach fanowskich, w komentarzach. Jego niejednoznaczna fabuła, teorię podróży w czasie i otwarte zakończenie dawały pożywkę do niekończących się analiz. Film był ideowym rodzeństwem Matriksa i 12 małp. W 2016 roku BBC umieściło Donnie Darko na liście najlepszych filmów XXI wieku — pokonując setki nowszych produkcji.
Co łączy te cztery filmy?
Każdy z nich poniósł klęskę w kinie z innego powodu. Łowca androidów — za ciemny i powolny jak na lato pełne blockbusterów. Skazani na Shawshank — za mało efektowny przy konkurencji Tarantino i Zemeckisa. Fight Club — źle sprzedany przez studio które się go bało. Donnie Darko — w złym miejscu w złym czasie.
Ale wszystkie cztery łączy jedno: były zbyt złożone i niejednoznaczne, żeby działać w trybie „kino w piątek wieczorem”. Potrzebowały czasu — czasu żeby widz mógł wrócić, przemyśleć, porozmawiać z innymi, obejrzeć jeszcze raz. Kasa kinowa nagradza prostotę i widowiskowość. Historia nagradza głębię.
A Wy — który z tych filmów oglądaliście? I który Waszym zdaniem jest najbardziej niedoceniony? Napiszcie w komentarzach!

