Pamiętasz piątkowy rytuał chodzenia do wypożyczalni i wybierania kasety na weekend? Albo rozkładanie mapy samochodowej na masce przed wyjazdem? Albo grubą encyklopedię na półce, do której sięgało się z pytaniami? Internet nie tylko zmienił te rzeczy — on je zabił. Całkowicie i nieodwracalnie. Oto pięć rzeczy których pokolenie urodzone po 2000 roku już nigdy nie zobaczy w użyciu.

Wypożyczalnia kaset i DVD — śmierć imperium wartego 6 miliardów dolarów

Trzy kasety VHS — symbol minionej ery
© Pexels.com

W szczytowym momencie — w połowie lat 90. — sieć Blockbuster Video miała ponad 9 000 sklepów na całym świecie i zatrudniała 84 tysiące pracowników. W Polsce podobną rolę pełniły dziesiątki lokalnych wypożyczalni kaset VHS, a potem DVD, które były integralną częścią każdego osiedla i miasteczka.

Koniec przyszedł szybko i bezlitośnie. W roku 2000 Blockbuster miał szansę kupić małą firmę wysyłającą DVD pocztą — za zaledwie 50 milionów dolarów. Odmówił. Ta firma nazywała się Netflix. Dziesięć lat później, w 2010 roku, Blockbuster ogłosił bankructwo. W 2014 roku zamknął ostatnie własne sklepy. Dziś na całym świecie istnieje dokładnie jeden czynny Blockbuster — w Bend w stanie Oregon, funkcjonujący głównie jako atrakcja turystyczna i muzeum.

W Polsce wypożyczalnie DVD znikały stopniowo między 2010 a 2015 rokiem, wyparte przez streaming i nielegalne pobieranie filmów. Pokolenie wychowane na Netflixie nie doświadczy już nigdy tego specyficznego uczucia: stania przed półką i czytania opisów na okładkach przez pół godziny, żeby wybrać jeden film na wieczór.

Encyklopedia papierowa — 244 lata historii skończyły się w 2012 roku

Stara mapa świata na pożółkłym papierze
© Pexels.com

13 marca 2012 roku Encyclopaedia Britannica ogłosiła, że nie wydrukuje już ani jednego egzemplarza swojej papierowej wersji. Tym samym skończyła się tradycja sięgająca 1768 roku — czyli 244 lata nieprzerwanej publikacji.

Ostatnie wydanie z 2010 roku to 32 tomy ważące łącznie 129 funtów (około 58 kilogramów) i kosztujące 1 395 dolarów. Wydrukowano ich zaledwie 12 tysięcy egzemplarzy. Szczyt sprzedaży papierowej Britanniki przypadał na rok 1990, gdy sprzedano 120 000 kompletów rocznie — tylko w Stanach Zjednoczonych. W 2012 roku papierowe encyklopedie stanowiły już mniej niż 1 procent przychodów firmy.

W Polsce encyklopedia PWN stała na półce w każdym szanującym się domu przez kilkadziesiąt lat. Dziś jej cyfrowy odpowiednik — Wikipedia — jest aktualizowany co minutę i zawiera ponad 60 milionów artykułów w 300 językach. Trudno argumentować, że to gorsze rozwiązanie. Ale coś ze sobą zabrała — ważną ze swojej papierowej elegancji i powagi.

Mapa papierowa — i sztuka czytania jej na środku drogi

Stara mapa z lupą i pinezkami
© Pexels.com

Jeszcze na początku lat 2000-nych każda podróż samochodem wymagała mapy. Rozkładało się ją na kolanach albo na masce, szukało małego miasteczka gdzieś w indeksie na końcu, liczyło krzyżówki i skrzyżowania, i modliło się żeby nie skręcić nie tam. Zgubiło się regularnie. Kłótnie rodzinne o trasę były nieodłączną częścią wyjazdów wakacyjnych.

GPS zaczął zmieniać ten świat w połowie lat 2000-nych, a smartfony z Google Maps dokończyły dzieła po 2010 roku. Dziś produkcja papierowych map samochodowych w Polsce praktycznie nie istnieje. Ostatnie sklepy z mapami turystycznymi i samochodowymi znikały stopniowo przez ostatnią dekadę.

Mapa papierowa zabiera ze sobą też pewną umiejętność — orientację przestrzenną i rozumienie skali. Badania pokazują, że osoby które regularnie korzystają z nawigacji GPS mają gorszą pamięć przestrzenną i trudniej im odwzorować trasę bez pomocy urządzenia. Hipokamp — część mózgu odpowiedzialna za nawigację — dosłownie zanika bez ćwiczeń.

Budka telefoniczna — i wiedza gdzie jest najbliższa

Jeszcze w 2000 roku w Polsce stało ponad 70 tysięcy budek telefonicznych. Dziś zostały pojedyncze egzemplarze — głównie w centrach miast, utrzymywane bardziej z sentymentu niż z potrzeby. W Wielkiej Brytanii słynne czerwone budki telefoniczne są masowo przekształcane w minibiblioteki, kawiarenki i stacje ładowania telefonów.

Budka telefoniczna to nie tylko przedmiot — to całe zachowanie społeczne które razem z nią zniknęło. Pamiętanie numerów telefonów na pamięć. Noszenie żetonów lub kart telefonicznych. Umawianie się na konkretną godzinę i konkretne miejsce, bo nie było jak poinformować o spóźnieniu. Czekanie w kolejce przed budką w Sylwestra.

Biuro podróży jako jedyna droga na wakacje

W latach 90. i na początku 2000-nych zarezerwowanie wakacji bez wizyty w biurze podróży było praktycznie niemożliwe. Agenci turystyczni byli jedynymi osobami które miały dostęp do ofert, taryf lotniczych i pakietów hotelowych. Planowanie urlopu zaczynało się od wizyty przy biurku z katalogiem i rozmowy z pracownikiem.

Internet zmienił to radykalnie. Booking.com powstał w 1996 roku. Skyscanner w 2003. Airbnb w 2008. Dziś rezerwujemy loty, hotele i atrakcje sami, w piżamie, w środku nocy. Liczba biur podróży w Polsce spadła przez ostatnią dekadę o kilkadziesiąt procent. Te które przetrwały, specjalizują się albo w luksusowych podróżach, albo w obsłudze seniorów którzy wolą mieć kogoś do rozmowy.

Co zabrał internet — i czego nie zastąpił

Internet nie zabił tylko rzeczy — zabił też pewien rodzaj doświadczenia. Przypadkowe odkrycie dobrego filmu bo ktoś w wypożyczalni polecił. Poczucie satysfakcji z samodzielnego znalezienia trasy na mapie. Ciężar encyklopedii w rękach i zapach starych stron. Rozmowę z agentem turystycznym który znał daną destynację lepiej niż jakikolwiek algorytm.

Wszystko co zastąpił internet jest szybsze, tańsze i wygodniejsze. Ale nie zawsze lepsze. I na pewno nie takie same.

A Wy — co z tej listy najbardziej pamiętacie? I za czym najbardziej tęsknicie? Napiszcie w komentarzach!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *