Najnowsze dane Głównego Urzędu Statystycznego pokazują, że sytuacja na rynku pracy w Polsce zaczyna się pogarszać. W styczniu 2026 roku stopa bezrobocia rejestrowanego wzrosła do 6,0 proc. — to wyraźna zmiana zarówno względem grudnia 2025 roku, jak i stycznia rok wcześniej.

Dla porównania: w grudniu 2025 roku wskaźnik wynosił 5,7 proc., a w styczniu 2025 roku — około 5,4 proc. Według danych GUS bez zatrudnienia pozostaje obecnie 934,1 tys. osób — to wzrost o ponad 46 tys. względem grudnia. To najwyższy poziom bezrobocia od maja 2021 roku.

Ekonomiści zwracają jednak uwagę na ważny kontekst. Część wzrostu wynika ze zmian legislacyjnych wprowadzonych wiosną 2025 roku — nowe przepisy ułatwiły rejestrację jako bezrobotny i po raz pierwszy w historii objęły też rolników. Ekonomiści Banku Pekao szacowali, że sam ten efekt prawny mógł dodać do statystyk ponad 50 tysięcy osób. Do tego dochodzi typowy czynnik sezonowy — styczeń tradycyjnie jest miesiącem, w którym bezrobocie rośnie ze względu na zimowe spowolnienie budownictwa i rolnictwa.

Niemniej niepokojące są inne dane z tego samego raportu. Liczba ofert pracy zgłaszanych do urzędów pracy wyniosła w styczniu zaledwie 26,3 tys. — wobec ponad 88,5 tys. rok wcześniej. To najgorszy wynik od co najmniej 15 lat i sygnał, który trudno tłumaczyć wyłącznie zmianami przepisów. Jednocześnie aż 164 zakłady zgłosiły zamiar przeprowadzenia zwolnień grupowych obejmujących łącznie 22,8 tys. pracowników.

Sytuacja różni się znacznie w zależności od regionu. Najniższe bezrobocie odnotowano w województwie wielkopolskim — 3,8 proc. Na przeciwległym biegunie jest województwo warmińsko-mazurskie, gdzie wskaźnik zbliżył się do granicy dwucyfrowej i wyniósł 9,9 proc. Największy wzrost w skali roku — aż o 1,2 pkt proc. — zanotowano w województwie lubuskim.

Na tle Unii Europejskiej Polska nadal wypada dobrze — w grudniu 2025 roku zajmowała drugie miejsce w UE pod względem najniższego bezrobocia (3,2 proc. według metodologii Eurostatu), zaraz za Czechami. Unijna średnia wynosiła wówczas 5,9 proc., a w strefie euro — 6,2 proc. Niemniej eksperci przestrzegają, że jeśli trend wzrostowy się utrzyma, kolejne miesiące mogą przynieść dalsze pogorszenie.

Analitycy na razie nie mówią o kryzysie — obecne dane są daleko od poziomów z lat 2002–2004, gdy bezrobocie w Polsce przekraczało 20 proc. Jednak wyraźny trend wzrostowy, dramatyczny spadek liczby ofert pracy i rosnąca liczba planowanych zwolnień grupowych to sygnały, które rynek pracy powinien traktować poważnie.