Na polskich drogach może dojść do istotnej zmiany przepisów. Ministerstwo Infrastruktury analizuje możliwość zniesienia obowiązku zatrzymywania się przed tzw. zieloną strzałką — tabliczką, która pozwala na warunkowy skręt w prawo mimo czerwonego światła. Jeśli propozycja wejdzie w życie, kierowcy nie będą już musieli wykonywać pełnego zatrzymania przed sygnalizatorem, o ile zachowają szczególną ostrożność i ustąpią pierwszeństwa innym uczestnikom ruchu.
Jak działają obecne przepisy?
Zasady są dziś bardzo jednoznaczne. Zielona strzałka umieszczona obok sygnalizatora to nie zezwolenie na swobodny przejazd — to jedynie możliwość warunkowego skrętu w prawo. Kierowca musi najpierw całkowicie zatrzymać pojazd, upewnić się, że nie ma pieszych na przejściu ani rowerzystów na przejeździe, a dopiero potem ostrożnie wjechać na skrzyżowanie. Niedopełnienie obowiązku zatrzymania grozi mandatem.
W praktyce jednak przepis ten jest nagminnie ignorowany. Badania przeprowadzone w kilku polskich miastach wykazały, że nawet około 88 procent kierowców nie zatrzymuje się całkowicie przed zieloną strzałką — większość jedynie zwalnia lub przejeżdża bez zatrzymania, jeśli droga wydaje się wolna. Co istotne, liczba wypadków i potrąceń pieszych w tych miejscach pozostaje stosunkowo niska, co stało się jednym z argumentów za zmianą przepisów.
Co konkretnie ma się zmienić?
Zgodnie z rekomendacjami ekspertów i zapowiedziami resortu infrastruktury, obowiązkowe pełne zatrzymanie mogłoby zostać zastąpione wymogiem szczególnej ostrożności i ustąpienia pierwszeństwa — bez konieczności stawania w miejscu. Kierowca, który widzi wolną drogę, mógłby płynnie skręcić w prawo bez zatrzymywania silnika i bez narażania się na mandat.
Zmiana brzmienia przepisu byłaby pozornie niewielka, ale w praktyce oznaczałaby całkowitą rewolucję w sposobie jazdy przez tysiące skrzyżowań w całej Polsce. Korki na wlotach do miast mogłyby się skrócić, przepustowość skrzyżowań — wzrosnąć, a jazda w mieście stałaby się nieco bardziej płynna.
Jak to wygląda w innych krajach UE?
Polska jest jednym z ostatnich krajów Unii Europejskiej, w których kierowcy mają obowiązek pełnego zatrzymania przed zieloną strzałką. W większości państw zachodniej Europy — m.in. w Niemczech, Francji czy Holandii — obowiązują łagodniejsze zasady: kierowca musi ustąpić pierwszeństwa, ale nie musi się zatrzymywać, jeśli skrzyżowanie jest wolne.
Warto przy tym zaznaczyć, że sama zielona strzałka jako tabliczka jest rozwiązaniem specyficznym dla kilku krajów byłego bloku wschodniego. Na zachodzie Europy funkcjonują inne systemy warunkowego skrętu, np. migające żółte światło. Harmonizacja przepisów z unijnymi standardami jest jednym z oficjalnych argumentów Ministerstwa Infrastruktury za planowaną zmianą.
Czy to bezpieczne? Głos ekspertów
Nie wszyscy są zgodni co do tego, że zmiana to dobry pomysł. Zwolennicy reformy wskazują na dane: wypadkowość przy zielonych strzałkach jest niska, a obecny przepis i tak nie jest przestrzegany przez zdecydowaną większość kierowców. Skoro prawo jest powszechnie łamane bez tragicznych skutków, może warto je dostosować do rzeczywistości?
Sceptycy — w tym część organizacji zajmujących się bezpieczeństwem ruchu drogowego — zwracają jednak uwagę na ryzyko dla pieszych i rowerzystów. Kierowca, który zwalnia, ale się nie zatrzymuje, ma mniej czasu na reakcję niż ten, który stoi w miejscu i dopiero rusza. Szczególnie narażone mogą być osoby starsze, dzieci i osoby z niepełnosprawnościami, które potrzebują więcej czasu na pokonanie przejścia.
Kluczowe będzie więc to, jak nowe przepisy zostaną sformułowane i czy będą egzekwowane. Sam zapis o „szczególnej ostrożności” bez obowiązku zatrzymania może być trudny do jednoznacznej interpretacji — zarówno przez kierowców, jak i przez policję.
Kiedy zmiany wejdą w życie?
Na rewolucję na skrzyżowaniach trzeba będzie jeszcze poczekać. Ministerstwo Infrastruktury zapowiedziało, że realny termin wdrożenia nowych przepisów to około 2028 roku. Do tego czasu obowiązują aktualne zasady — kierowca musi się zatrzymać przed zieloną strzałką, niezależnie od tego, czy droga wydaje się wolna.
Warto więc pamiętać: nawet jeśli 88 procent kierowców tego nie robi, brak zatrzymania jest dziś wykroczeniem. Wysokość kary zależy od tego, kto wykroczenie ujawni. Jeśli zauważy to policjant — mandat wynosi 100 zł i 6 punktów karnych. Jeśli wykroczenie zarejestruje system CANARD (fotoradar Głównego Inspektora Transportu Drogowego) — kara jest znacznie surowsza: 500 zł i aż 15 punktów karnych. Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił uwagę na tę niespójność, jednak przepisy na razie pozostają bez zmian.
Jeśli projekt zostanie przyjęty w planowanym kształcie, polskie drogi staną się nieco bardziej płynne — ale też będą wymagały od kierowców jeszcze większej uwagi i odpowiedzialności za bezpieczeństwo innych uczestników ruchu.

