Czy w niedalekiej przyszłości cena biletu lotniczego będzie zależeć nie tylko od trasy i klasy, ale też od tego, ile ważysz? Taki pomysł co jakiś czas powraca w branżowej dyskusji i za każdym razem wywołuje burzę. Sprawdzamy, skąd pochodzi ten pomysł, czy ma sens ekonomiczny i dlaczego większość linii lotniczych wciąż się na niego nie decyduje.

Samoa Air jako pierwszy — i jak dotąd jedyny — precedens

Pomysł opłat uzależnionych od wagi pasażera nie jest nowy. W 2013 roku mała oceańska linia Samoa Air jako pierwsza na świecie wprowadziła system, w którym cena biletu była wprost proporcjonalna do sumy wagi pasażera i jego bagażu. Stawka wynosiła od 1 do 4,16 dolara za kilogram w zależności od trasy.

Decyzja wywołała ogromne kontrowersje na całym świecie, ale przewoźnik bronił swojego podejścia argumentem sprawiedliwości: skoro samolot płaci za każdy kilogram paliwa, dlaczego pasażerowie mają płacić tę samą cenę niezależnie od tego, ile ważą? Samoa Air operuje małymi propellerowymi samolotami, gdzie waga ma krytyczne znaczenie dla bezpieczeństwa lotu — co odróżnia ją od typowych linii rejsowych.

Dlaczego waga pasażerów w ogóle interesuje linie lotnicze?

Branża lotnicza od lat bardzo dokładnie analizuje masę wszystkiego, co trafia na pokład. Waga bagażu, wyposażenia, cateringu, paliwa, wody w zbiornikach — każdy kilogram ma znaczenie. Cięższy samolot to większe zużycie paliwa, a paliwo to największy koszt operacyjny linii lotniczych, stanowiący zazwyczaj 20–30 proc. wszystkich wydatków.

Waga pasażerów jest jednak zazwyczaj szacowana na podstawie średnich danych statystycznych. Europejska Agencja Bezpieczeństwa Lotniczego (EASA) publikuje wytyczne dotyczące standardowych wag pasażerów, które linie stosują przy obliczaniu obciążenia samolotu. Problem w tym, że te średnie nie zawsze odpowiadają rzeczywistości — szczególnie gdy na pokład wsiada np. drużyna sportowa lub wycieczka seniorów.

Część linii prosi dlatego pasażerów o dobrowolne ważenie się przed lotem. Robi tak m.in. fińska linia Finnair, która kilkukrotnie przeprowadzała takie akcje na lotnisku w Helsinkach — wyłącznie w celach statystycznych, bez wpływu na cenę biletu.

Argument ekologiczny: czy lżejszy samolot to bardziej zielony lot?

Zwolennicy systemu opartego na wadze pasażera wskazują na korzyści środowiskowe. Każde 100 kg mniej na pokładzie to realna oszczędność paliwa i mniejsza emisja CO₂. Według szacunków branżowych zmniejszenie masy samolotu o 1 proc. przekłada się na ok. 0,75 proc. oszczędności paliwa na długich trasach.

W obliczu rosnącej presji na redukcję emisji w lotnictwie część analityków uważa, że temat opłat wagowych może wrócić — tym razem nie jako curiosum małej linii z Oceanii, ale jako element szerszej dyskusji o dekarbonizacji transportu lotniczego.

Dlaczego większość linii tego nie wprowadza? Dyskryminacja i logistyka

Argumentów przeciwko jest jednak znacznie więcej. Największy to ryzyko dyskryminacji. Wyższe opłaty dla osób z nadwagą mogłyby naruszać przepisy antydyskryminacyjne obowiązujące w wielu krajach — w tym w całej Unii Europejskiej. Otyłość jest często skutkiem chorób, a nie wyborów żywieniowych, co sprawia że karanie za wagę jest etycznie wątpliwe.

Dochodzi do tego logistyka: ważenie każdego pasażera przy odprawie znacząco wydłużyłoby czas obsługi na lotniskach. Przy dzisiejszej skali ruchu lotniczego — miliony pasażerów dziennie — byłoby to ogromne wyzwanie operacyjne.

Wreszcie: wizerunek. Linia lotnicza, która oficjalnie waży pasażerów przy stanowisku odprawy, naraża się na potężny kryzys PR-owy. Dla większości przewoźników ryzyko utraty klientów znacznie przewyższa potencjalne oszczędności na paliwie.

Co z pasażerami wymagającymi dwóch miejsc?

Warto odróżnić debatę o biletach wagowych od już istniejących polityk linii lotniczych wobec pasażerów o większej budowie ciała. Wiele przewoźników — m.in. Southwest Airlines w USA — ma oficjalne zasady, zgodnie z którymi pasażer, który nie mieści się w jednym fotelu z opuszczonymi podłokietnikami, zobowiązany jest do wykupienia drugiego miejsca. To rozwiązanie budzi równie duże emocje, ale jest już stosowane w praktyce.

Na razie system biletów uzależnionych od wagi pasażera pozostaje na marginesie branżowej dyskusji. Większość linii lotniczych nie planuje jego wprowadzenia. Nie można jednak wykluczyć, że rosnące koszty paliwa i presja klimatyczna sprawią, że temat powróci — i tym razem może trafić na bardziej podatny grunt.